piątek, 19 lipca 2013

Ciężki dzień.... + KONKURS

Miałam ostatnio kilka ciężkich dni. Wyglądam jak zombie :-(
Popełniłam gafę ale jaką!
 Nie wiem kiedy sobie to wybaczę!
 Stało się i już!
Jestem zła na siebie...

Córka starsza już w 4 klasie, interesowałam się ustawą o 6-latkach co tyczy się młodszej i nie wiedziałam, że 5 -latki mają obowiązek przedszkolny.
Morał z tego taki , że nie załatwiłam na dniach przedszkola i mój mały kurczak idzie we wrześniu do szkoły , tam gdzie gimnazjaliści chodzą i przeklinają na przerwach.
W niedzielę  wyjeżdżam na tydzień do rodziców załatwiać sprawy urzędowe , na urlop mnie w tym roku nie stać :-(

Kurczak widział dziś ,że chodzę załamana.  Na pocieszenie dostałam rysunek i słowa, że ona chce pójść do zerówki.


          KONKURS

Z tej okazji robię mały konkurs dla mam jak i innych babeczek.
1.Zadaniem Waszym jest napisanie swojej własnej życiowej gafy i jak się ona zakończyła.
2.Wpisujemy oczywiście komentarz  na blogu. 
3.Udostępniamy plakat konkursowy na facebooku publicznie oraz polubiamy nasz profil na FB.
4. Kończymy 18 sierpnia ,wyniki podam 21.08
5.Zwycięzcę wybiera tata kogut ( ma być zabawnie lub  dramatycznie)

Nagroda to : krem BB,pure control Sos, maseczka kompresyjna 4D, błyszczyk paese - malina)


11 komentarzy :

  1. Jak przypomnę teraz sobie to coś zrobiłam w dniu ślubu zastanawiam się gdzie wtedy miałam głowę... Ślub miałam w Lublinie mimo że od zawsze mieszkam w Warszawie. Więc od warszawy dzieliło mnie 170 km...Umówioną miałam makijażystkę na 8.30.. od razu przechodzimy do sedna sprawy jak tylko pojawia się u mnie. Opisuje jej jakie kolory lubie, jakich kolorów nie trawię, że moja bizuteria do ślubu jest taka i taka... Ona prosi, żebym przyniosła ją i jej pokazała to coś wybierzemy. Ja nieświadoma niczego proszę mamę żeby przyniosła mi bizuterię którą schowałam do wewnętrznej kieszeni torby. Mama schodzi i mówi że biżuterii nie ma. Idę na górę, przeszukuje torbę... biżuterii brak i gdy schodziłam na parter żeby poszukać w jeszcze jednym miejscu przypomniałam sobie że moja biżuteria leży na komodzie w Warszawie. Tata szybko wyliczył, że niestety nie wyrobi się pojechać i wrócić o Warszawy... zostałam bez biżuterii w dni ślubu.
    Tata powiedział że przecież Lublin to nie wiocha zabita deskami więc pojechał do najbliższego Centrum handlowego i kupił mi taką samą biżuterię jaka została w Warszawie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja największa gafa dotyczy mojej pierwszej randki, która miała miejsce w pierwszej lub w drugiej klasie podstawówki - zaprosiłam "chłopaka" na herbatkę, którą zresztą pierwszy raz robiłam sama, nie dość że letnia... ledwie się zaparzyła, to jeszcze zamiast cukru podałam sól, dziwne, że nie "umówił się" ze mną więcej...

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja największa gafa ! Nadszedł dzień porodu ale że mała była ułożona pośladkowo miałam cc , byłam znieczulona ogólnie więc nic nie czułam nie widziałam , po odzyskaniu przytomności podchodzi pielęhniarka z dzieckiem i mówi do mnie :
    - OTO ONO
    A ja z całą złością
    - Jakie ,, on,, miała być Dziewczynka !!!
    -pielęgniarka wróciła się do swojego pokoiku , ja cała w nerwach gdzie moje dziecko !? grochy w oczach
    PO 30 sek. wraca i mówi
    - Pani Stryjecka to pani Córka mówiąc ,,ono,, miałam na myśli dziecko

    :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja największa gafa była wtedy, gdy nastolatką byłam i gotowałam obiad. Miałam w planach ugotować zupę ogórkową i kopytka.Na początku wszystko szło dobrze, a w pewnym momencie do zupy dałam niewłaściwe ogórki (zamiast kiszonych dałam konserwowe).A oprócz tego miałam wszystko przygotowane do kopytek, cisto wyrobiłam, pokroiłam na paseczki i wrzucałam na wrzątek. Gdy się zaczęły gotować aż się zdziwiłam czemu są takie dziwne. A na koniec gotowania przypomniałam, że nie dodałam ziemniaków, mimo, że miałam już przygotowane. Cała rodzina się ze mnie śmiała (nieraz mi do dziś to wypominają), a ja czułam się wtedy okropnie.Niestety zupa nadawała się do wylania, a do tych "klusków" dogotowałyśmy sosu i wyszło "ala spaghetti".
    Ale dzięki temu nauczyłam się na swoich błędach i staram się już nie palnąć takiej gafy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mogłabym pisać o gotowaniu ryżu w torebkach bez torebek czy ziemniaków bez wody, bo są to moje hity kulinarne ;) ale moją największą gafą było zakończenie jednej z wielu rozmów kwalifikacyjnych do pracy. Wychodząc pełna w skowronkach - bo rozmowa całkiem nieźle poszła - pomyliłam drzwi, które służyły wyjściu na klatkę schodową z tymi do łazienki. Jakież było moje zdziwienie, gdy ujrzałam za nimi mojego "niedoszłego" szefa :> Na szczęście w pełni ubranego ;)Uśmiechnęłam się, przeprosiłam i uciekłam z miejsca zdarzenia :) i wcale się nie dziwię, że nie dostałam tej pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bylo to tak Moj obecny maz jest moim drugim mezem (zdziwione jestescie te ,ktore mnie znacie? )
    Slub bralismy pare lat temu.Jedziemy do Urzedu Stanu Cywilnego na Solidarnosci Zdenerwowana jestem jakbym pierwszy raz za maz wychodzila.....Stoimy przed Urzednikiem skladamy przysiege ,a ja pomylilam imie mojego meza z imieniem poprzedniego Zamiast powiedziec Biore Ciebie Tomaszu,,,,,,,,,To powiedzialam Biore Ciebie Miroslawie ( imie mojego pierwszego meza) i zaniemowilam Patrze na swojego faceta ,a on sie do mnie usmiecha i mowi Nie denerwuj sie mam na imie Tomek kotku.Kamien spadl mi z sercaGoscie zaczeli sie smiac No mnie do smiechu nie bylo Strasznie glupio sie poczulam Ale formulke powiedzialam poprawnie i maz mi wybaczyl Pisze to i sama do siebie sie usmiecham :) Ula Kierzkowska Brzostowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula prosimy o kontakt w celu wysłania nagrody :)

      Usuń
  7. Moja największa gafa - starsza córka trafiła o szpitala gdy młodsza miała parę miesięcy. Przyjechało pogotowie, kazało zabrać dokumenty itd. Zadawali przy tym masę pytań a ja ciągle myliłam daty urodzenia dzieci a na koniec okazało się że dokumentów nie zabrałam. po przyjedzie do szpitala Kingusia była tak zdenerwowana ,że zwymiotywała na panią doktor i dyskietkę nfz-nasz jedyny dokument. Ja oblałam się rumieńcem a dziecko zaczęło płakać.Do dziś nie wiem jak mogłam nie zabrać potrzebnych nam rzeczy skoro były na wierzchu. No cóż chyba za bardzo bałam się co będzie z córcią, która jest moim oczkiem w głowie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja gafa miała miejsce ponad 7 lat temu-chodziłam wtedy do 3 klasy Technikum Ekonomicznego. Pamiętam, że nad ranem nie mogłam się wygrzebać do szkoły i pędem się szykowałam. Myśląc, że ściągnęłam z głowy wszystkie wałki wybiegłam szybko z domu, aby nie spóźnić się na autobus. Kiedy z ulgą stwierdziłam na przystanku, że autobus jeszcze nie jechał odetchnęłam zmęczona. Nagle jakaś dziewczyna zaczęła mi się dziwnie przyglądać. Czułam się zmieszana nie wiedząc o co jej chodzi. Coś mnie podkusiło i zaczęłam sobie poprawiać włosy, kiedy nagle poczułam, że z tyłu głowy nie ściągnęłam jeszcze 2 wałków! Czym prędzej ściągnęłam je z głowy, czując przy tym jak dostaje rumieńców na twarzy. Potem udawałam, że nic się nie stało :) Dobrze, że po drodze nie spotkałam przystojnego sąsiada, w którym się wtedy podkochiwałam, to by dopiero była GAFA!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękujemy za zgłoszenie wygrywa ślubna gafa Uli :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.